Sylwetki Leżajszczan    Descendenci-Potomkowie W poszukiwaniu korzeni Magia jednego zdjęcia Genealogiczny relax Strażniczka grobu cadyka  Wywiad z panią Anną Ordyczńską uzytkownikiem Myheritage a zarazem genealogiem-blogerem O mnie   Poszukiwanie przodków Milli    Leżajsk-moje miasto   Publikacje na kontakt24  Dwa Światy                      Powrót do strony głównej


Anna_na_tropie_Ordyczyńskich Historie rodzinne  Tropiciele Rodzinnych Tajemnic Pasja Anny Ordyczyńskiej  Dziennik Polski-Klucz do nieba Żydzi z całego świata zjeżdżają świętować rocznicę śmierci cadyka Elimelecha Chasydzi na grobie cadyka Elimelecha  Album Rodzinny  Zarobić na turystach Dwa Światy


Anna na tropie Ordyczyńskich               Super Nowości inf na interia.pl

Co może robić stateczna mikrobiolog po godzinach? Czytać książki, plotkować z sąsiadkami, oglądać seriale?
- Czy ja wyglądam na nudziarę - śmieje się 54-letnia Anna Ordyczyńska z Leżajska, która przez ostatnich 8 lat stworzyła ponad 1000 drzew genealogicznych leżajskich rodzin, a wszystko zaczęło się od Stankiewiczów, rodziny jej ojca z kilkusetletnią historią, od zawsze związaną z dworem Giedroyciów.

- Po aparacie fotograficznym mnie poznacie - żartuje pani Anna. I ma rację. W jej mieszkaniu po otwarciu barku zamiast rzędem ustawionych trunków, leżą aparaty fotograficzne, od rosyjskich staroci, po współczesne cyfrówki. Brakuje tylko cyfrowej lustrzanki. - Boże, gdybym miała taki sprzęt, tobym dopiero utrwaliła historię Leżajska - wzdycha pani Ania.

- Ale z synami zbieramy pieniądze, w końcu uzbieramy.

Do 16 mikrobiolog, po godzinach tropicielka historii. Kobieta codziennie rano melduje się w leżajskim sanepidzie, gdzie pracuje jako mikrobiolog, a po godz. 16 staje się tropicielką ludzkich losów. - Nie lubię sprzątać, gotować, oglądać telewizji.

- Kocham Internet i żeby w życiu się działo - opowiada.

I od co najmniej 8 lat oj dzieje się. Niewinnie wyglądający kabel - przyłącz do sieci, świat Anny Ordyczyńskiej postawił na głowie. W Internecie spotkała dziesiątki pasjonatów takich jak ona sama. Dziś pierwszą rzeczą, jaką robi po powrocie z pracy do domu, jest odpalanie compa. Ostatni weekend spędziła w Warszawie. Była na zlocie zorganizowanym przez Tomka Nitscha, twórcę portalu genealogicznego. W stolicy zjawiło się ponad 100 tropicieli rodzinnych dziejów z całej Polski.

Internet dobry na wszystko

- W poniedziałek wróciłam do Leżajska i od tygodnia piszemy do siebie listy, wysyłamy zdjęcia z warszawskiej imprezy, podpowiadamy, jak znaleźć nowe materiały do tworzonych drzew genealogicznych, jesteśmy grupą najlepszych przyjaciół - opowiada pani Anna.

Ona sama w genealogiczne uzależnienie wpadła zaraz po tym, jak kilka lat temu w wyszukiwarce wpisała nazwisko Ordyczyńska, a w Internecie nie wyświetliła się ani jedna strona. Poszukiwania zaczęła od rodziny matki, Janiny Feldman i szybko się okazało, że ta ma korzenie wśród rdzennej ludności z okolic Leżajska i... XIX-wiecznych kolonistów niemieckich. Prababka pani Ani, mimo że urodzona w Tarnowcu i przez lata związana z Kuryłówką, do końca życia mówiła tylko po niemiecku. Za mezalians uważała małżeństwo syna z polską panną z Kuryłówki.

Stankiewicze na dworze Giedroycia

- Jeszcze bardziej pogmatwane są dzieje rodziny ze strony ojca, Antoniego Stankiewicza - opowiada Ordyczyńska. - Nazwisko Stankiewicz wskazuje na litewskie korzenie, choć rodzina ojca i dziadka mieszkała na Wołyniu. Dziadek był gajowym na dworze księcia Władysława Giedroycia.

Antoni Stankiewicz, ojciec pani Anny, świetnie znający Karpaty, w czasie II wojny przeprowadził ponad 100 osób z okupowanej Polski do Rumunii i na Węgry. Był przewodnikiem m.in. córki księcia Giedroycia. Po wojnie na krótko wrócił do Żubraczego k. Cisnej, gdzie się wychował, potem osiadł w Łańcucie, na stałe w Leżajsku. Dziś pan w starszym wieku, mimo skończonych 80 lat, ciągle zaskakuje rodzinę fantazją. Kilka lat temu w tajemnicy kupił skrzypce i uparł się, że nauczy się grać.

- Ojciec pojechał ze mną w sentymentalną podróż w Bieszczady. W Żubraczem trafiliśmy na grób księcia Władysława Giedroycia, który po naszym odkryciu wpisany został do wszystkich przewodników - opowiada kobieta.

Po bułki do sklepu z aparatem fotograficznym

Anna Ordyczyńska, wskazując na półki z pękatymi segregatorami, mówi o ponad 1000 drzew genealogicznych, jakie udało się jej odtworzyć.- Nie robię tego na zamówienie. Wszystkie te historie wiążą się z losami rodziny mojej albo męża - dodaje.

Kobieta nawet po bułki do sklepu nie wychodzi z domu bez torebki, w której zawsze ma aparat fotograficzny. W żadną podróż nie wyjeżdża bez kamery, ale najcenniejszy jest dyktafon. Nagrała setki godzin rozmów z członkami rodziny i najstarszymi mieszkańcami Leżajska.

- Żaden ze mnie Sherlock Holmes, macha ręką. - Pasjonuje mnie życie, ludzie, coś prawdziwego, a wszystko tak szybko odchodzi, staje się historią trudną do odtworzenia.

Jeśli trzeba, bywam Żydówką

A czy pani Anna jest Żydówką? - Bywa - śmieje się kobieta. Od kilku lat fascynuje się chasydami, co roku przyjeżdżającymi na grób cadyka Elimelecha do Leżajska. Ta fascynacja ma związek z teściową Ordyczyńskiej, która przez długie lata była strażniczką klucza do żydowskiego ohelu. Pani Ania robi zdjęcia, nagrywa rozmowy z chasydami, a wszystkie materiały umieszcza w Internecie, podobnie jak wyniki genealogicznych poszukiwań. Stateczna mikrobiolog, by skosztować koszernych potraw oraz podejrzeć śpiewających, modlących się ortodoksyjnych Żydów, sama przebierała się za Żydówkę i starała się być jak najbliżej najważniejszych wydarzeń związanych z cadykiem Elimelechem.

- Człowiek musi być odrobinę szalony - śmieje się.

- Teraz marzy mi się wyprawa do Petersburga, ale stać mnie tylko na kawę w Londynie, gdzie mogłabym polecieć z tanimi liniami. I polecę.

ANETA GIEROŃ
        Super Nowości inf na interia.pl


Historie rodzinne Adam Mokrzycki i Jacek Tutak TVP Rzeszów

Anna Ordyczyńska znalazła sobie oryginalną pasję - tworzenie internetowych drzew genealogicznych. Szybko okazało się, że takich szczegółowych danych o pochodzeniu swoim i swojego nazwiska szukają miliony ludzi na całym świecie.

Życie pani Ordyczyńskiej zmieniło się całkowicie gdy kupiła komputer i podpięła go do Internetu. W swoim maleńkim pokoju szybko stworzyła wielką elektroniczną bazę danych. A wszystko z prozaicznego powodu. Prostego pytania jakie rodzicom zadaje wiele dzieci.
-”Mamo skąd myśmy się znaleźli tutaj w tym rejonie, okazało się, że nazwisko Ordyczyński w ogóle w Internecie nie występowało.”
Mama poszukiwaczka ustaliła, że przodkowie jej męża przybyli tu z Ukrainy, uciekając przed Kozakami. Stąd hipoteza o korzeniach tatarskich. I tak badania na temat genealogii mieszkanka Leżajska powiązała ze studiowaniem literatury, ksiąg parafialnych, dokumentów z urzędu stanu cywilnego i oczywiście analizą tysięcy zdjęć.
-”Wszystkie dane, które udało mi się znaleźć wrzucam systematycznie do Internetu ponieważ potrafię robić strony internetowe i właściwie internet traktuję jak brulion i wszystko co wiem mimo wszystko wrzucam to do Internetu.”
A to efekty. Emaile z Polski i całego świata. Ludzie proszą w nich o ustalenie nawet takich faktów: czy to właśnie murarze z podanej rodziny budowali ten zamek czy tamten kościół. Często są to informacje bardzo osobiste, bardzo rodzinne. Okazało się, że wielu z tych wirtualnych przyjaciół ma wspólnych przodków. To właśnie inspiruje do dalszych badań. Te niekończące się kreski i tabelki to właśnie drzewo genealogiczne autorstwa pani Ordyczyńskiej. Ta pasjonatka tworzy także tablice pokrewieństw. W ten sposób połączyła już pięć i pół tysiąca osób z całego świata. Tak jak odwiedzanie cmentarzy i odczytywanie informacji nie tylko tych dotyczących daty urodzin i śmierci. Forma nagrobka czy treść epitafium, albo liczba takich samych nazwisk to źródło informacji na temat konkretnego gniazda rodzinnego. W ten sposób fotograficzna baza danych wciąż rośnie i rośnie. I tak z zawodu pani mikrobiolog odkrywa losy ludzi tych mało znanych i tych zasłużonych, rabinów i księży, żołnierzy i jeńców. Na samych emailach z podziękowaniami, się nie kończy. 1 marca pani Ordyczyńska jedzie na spotkanie z internetowymi przyjaciółmi. Będą to 5 urodziny GENPOLU czyli pasjonatów poszukujących rodzinnych korzeni. Takich portali jest więcej. Osiągnięcia każdej z grup nie kończą się na wymianie informacji na blogach. Coraz więcej osób decyduje się na dokładne opisanie historii swojego drzewa rodzinnego czyli wydanie książki.

Pani Anna tworzy internetowe drzewa genealogiczne

                        zobacz film zrealizowany przez TVP Rzeszów   Dwa Światy

 

 

 


Newsweek "Tropiciele Rodzinnych Tajemnic"

Jeśli postanowiłeś podążyć za modą i poświęcić się poszukiwaniu przodków, strzeż się! Nie ma bowiem rodziny bez mrocznych sekretów. 


Anna Ordyczyńska, mikrobiolog po pięćdziesiątce, do godziny 15 ślęczy nad mikroskopem w leżajskim sanepidzie. Kiedy po pracy zrzuca kitel, przemienia się w detektywa w spódnicy. I zamiast tropić bakterie w żywności, tropi zagadki historii i poplątane losy ludzkie. Genealogicznego bzika dostała cztery lata temu, kiedy w jej domu pojawił się komputer z Internetem: wpisała swoje nazwisko w wyszukiwarkę, by z rozczarowaniem stwierdzić, że o Ordyczyńskich nie ma ani jednej strony.
Zaczęła więc szukać: najpierw żyjących krewnych, a potem tych, którzy już odeszli. Kiedy odtworzyła dzieje rodziny i narysowała drzewo genealogiczne - dziś liczy 1400 nazwisk - nie mogła się zatrzymać. - To wciąga jak narkotyk - mówi. Nie ma czasu ani ochoty na sprzątanie mieszkania, gotowanie też już jej nie interesuje. Tropi przodków ludzi, którzy ją o to poproszą. Za darmo, dla frajdy. Fotografuje tablice nagrobne na cmentarzach i wrzuca je do Internetu. - Może ktoś po drugiej stronie kuli ziemskiej, szukając swoich korzeni, znajdzie na moich zdjęciach ślad pozostawiony przez przodka - mówi. W obliczu zagadki czuje się jak Sherlock Holmes; podniesiony poziom adrenaliny, żołądek ściśnięty z wrażenia, wreszcie radość, gdy elementy łamigłówki ułożą się w całość.


Artykuł Doroty Kowalskiej, przy współpracy Karoliny Wasielewskiej ukazał się w tygodniku Newsweek Polska, w numerze 10/05 na stronie 74


 

Pasja Anny Ordyczyńskiej

Dla Anny Ordyczyńskiej każda rocznica śmierci cadyka Elimelecha jest wielkim wydarzeniem. - Biorę wtedy urlop - mówi. Podgląda chasydów podczas ich obrzędów, udaje Żydówkę, kosztuje potraw, szuka ciekawych ludzi, fotografuje, opisuje, a później swoje relacje zamieszcza w internecie

Anna Ordyczyńska z wykształcenia jest mikrobiologiem, pracuje w sanepidzie. Urodziła się w Leżajsku, ale o odbywających się co rok uroczystościach przy grobie Elimelecha nie wiedziała nic, zanim nie wyszła za mąż i nie przeprowadziła się do innej części miasta. Historią i tradycjami żydowskim zainteresowała ją także nieżyjąca już teściowa, która przez całe lata opiekowała się kluczem do cmentarza żydowskiego w Leżajsku. I koleżanka ze szkolnej ławki, która po ślubie wyemigrowała do Francji i dopiero tam dowiedziała się o niezwykłym święcie obchodzonym przez Żydów z całego świata w jej rodzinnym mieście i napisała Annie o tym. - Dopiero jako dorosła osoba zobaczyłam, co to jest za widowisko: stroje, obyczaje, zachowanie, tańce. Byłam pełna podziwu, gdy zobaczyłam, jak Żydzi potrafią się godzinami modlić - wyjaśnia Ordyczyńska.

Kiedyś z teściową, która znała jidysz, dziś częściej z synem, bieglej od niej posługującym się angielskim, stara się znaleźć i skłonić do rozmów i wspomnień interesujących ludzi przyjeżdżających do miasteczka na modły. Nie tylko rozmawia z nimi, ale stara się - chociaż jako widz - uczestniczyć w ich uroczystościach. - Nie, nie pozwalają się podglądać, ale staram się za wszelką cenę chociaż zajrzeć do sal, gdzie mężczyźni tańczą i śpiewają. Udaję Żydówkę, by skosztować koszernych potraw, które wówczas jedzą: chałek, ciast, ryb, sałatek. Udaje się to, bo mówią różnymi językami, przyjeżdżają z Ameryki, Izraela, Anglii, a ostatnio coraz więcej z Ukrainy. Chodzą także bardzo różnie ubrane, więc nietrudno się wmieszać w tłum - mówi. Bo na uroczystości do Leżajska przyjeżdżają także kobiety, choć nie wolno im się modlić ani świętować razem z mężczyznami.

Rozmowy, wspomnienia i wrażenia z uroczystości spisuje, a później publikuje na kolejnych stronach www, które umieszcza w internecie. Od dwóch miesięcy z całego świata odbiera e-maile z pytaniami, kiedy w Leżajsku spotykać się będą Żydzi. - Wiele osób przyjeżdża tu specjalnie po to, aby zobaczyć, jak świętują chasydzi - wyjaśnia Anna Ordyczyńska.

 

Agata Kulczycka 01-03-2005 NOWINY GAZETA CODZIENNA 

Do góry


Fragment artykułu Wiesława Ziobro-Dziennik Polski. Nr 35 (18 742) z dn. 10 lutego 2006. "Klucz do nieba".
http://www.genebase.com/node/F96137


Żydzi z całego świata zjeżdżają na Podkarpacie świętować rocznicę śmierci cadyka Elimelecha
Agata Kulczycka 01-03-2005
NOWINY GAZETA CODZIENNA 


Około tysiąca Chasydów z całego świata zjedzie do Leżajska świętować rocznicę śmierci jednego z trzech najbardziej znanych cadyków dawnej Polski. Wyjątkowo w tym roku Żydzi będą świętować dwa razy. Także w kwietniu
Dla kilkunastotysięcznego Leżajska przełom lutego i marca to wyjątkowy czas, bo staje się o nim głośno nie tylko w Polsce. Żydzi z całego świata zjeżdżają co roku na Podkarpacie, by świętować rocznicę śmierci cadyka Elimelecha Weissbluma. Modlitwy odbywają się przed grobowcem cadyka tzw. ohelem. Modlący się swoje życzenia zapisują na karteczkach zwanych kwitełe. Wierzą, że cadyk w rocznicę swojej śmierci zstępuje z nieba i zabiera je do Boga.
(...) Dla Leżajska przyjazd chasydów to niezwykłe widowisko, ale także wielka uciążliwość. - Nie mamy wielkich parkingów ani szerokich ulic. Zdarza się, że dziesiątki autokarów korkują przejazd przez miasto - skarży się Daniel Zając, zastępca burmistrza Leżajska. Tym razem miasto spodziewa się około tysiąca osób i 30 autokarów. Ale już niespełna miesiąc później - około pięciu tysięcy pielgrzymów. - To dlatego, że mamy rok przestępny w żydowskim kalendarzu, który ma trzynaście miesięcy - wyjaśnia Anna Ordyczyńska, mieszkanka Leżajska, która pasjonuje się tradycją żydowską.
 

Do góry


Chasydzi na grobie cadyka Elimelecha

Nowością było zainteresowanie żydowskim świętem Polaków z całego kraju. - Codziennie dostawałam po kilka e-maili z pytaniami o termin święta, o to, jak należy się ubrać i gdzie można przenocować - powiedziała nam Anna Ordyczyńska, która kilka lat temu założyła stronę internetową na temat leżajskich Żydów (adres internetowy: http://republika.pl/aord/  Niedawno kontaktowała się z nią Sara Katz z Nowej Zelandii, która bada genealogię leżajskach Żydów.

ANTONI ADAMSKI - NOWINY GAZETA CODZIENNA

Do góry


Magazyn Raj "Album Rodzinny"  

Film Piotra Rosołowskiego o rodzinie szukającej swoich korzeni. Program emitowany będzie 16 kwietnia 2004

Data publikacji: 24.03.2004 14:00

Tomek Ordyczyński i Witek Kiersnowski mieszkają w Leżajsku, małym mieście na Podkarpaciu. Tomek w tym roku zdaję maturę, chce wyjechać na studia. To zabawne, że dla chłopaka w jego wieku pasjonującego się: jazdą na rowerze górskim, fotografią, podróżami, jedną z ważniejszych rzeczy jest album rodzinny. Sam starannie umieszczał w nim przedwojenne zdjęcia, rysował drzewo genealogiczne rodziny. W domu jest wiele pamiątek z przeszłości, stare dokumenty, zdjęcia przedwojennego Leżajska. Kiedyś jedną trzecią wszystkich mieszkańców miasta stanowili Żydzi, z których większość to byli ortodoksyjni Chasydzi. Przodkowie Tomka jako jedni z niewielu Polaków mieszkali w Żydowskiej dzielnicy. Po wojnie żydowski kwartał miasta opustoszał, jednak od połowy lat 80-tych do Leżajska pielgrzymują setki Chasydów z całego świata, aby pomodlić się nad grobem słynnego cadyka Elimelecha. Każdego roku na kilka dni miasto wraca do swojej galicyjskiej wielokulturowej przeszłości. Chasydzkie święto to ważne dni dla rodziny Ordyczyńskich.
Tomek każdego roku obserwuje i fotografuje pielgrzymujących Chasydów, Witek zna nawet język jidisz, nauczyła go babcia Janina. Pani Ordyczyńska to wyjątkowa postać zarówno dla tutejszych Polaków jak i przyjeżdżających Żydów. Przez lata zajmowała się cmentarzem, własnymi środkami dbała o nagrobki i nawet śmierć dosięgła ją w tym miejscu. Zmarła 15 lat temu w dniu pielgrzymki, upadła na ziemię niedaleko grobu Elimelecha w ręce trzymała klucz od bramy cmentarza. Tomek słabo pamięta babcię, dużo opowiadała mu o niej jego matka. Razem założyli stronę internetową rodziny Ordyczyńskich. Pod ich wpływem wiele osób z rodu zaczęło umieszczać podobne małe witryny w sieci.

http://www.magazynraj.pl/article/view/140/1/21/ Raj 'Album Rodzinny'

Do góry


Każdego roku z końcem zimy mówi się o Leżajsku. W mediach krajowych i zagranicznych ukazują się informacje i migawki o pielgrzymkach chasydów na grób cadyka Elimelecha. To darmowa reklama miasta, jego zabytków i kultury. Czy Leżajsk w końcu ją wykorzysta?

"Zarobić na turystach" Antoni Adamski-NOWINY

Moda na kulturę żydowską
W dzienniku TVN "Fakty" migawki z pobytu chasydów w Leżajsku połączono z pokazaniem nowego zjawiska. Jest nim moda na kulturę żydowską w Polsce. TVN sfilmowała zatłoczone restauracje na krakowskim Kazimierzu, festiwal kultury żydowskiej w tym mieście, liczne wydawnictwa książkowe. Leżajsk jak dotąd niewiele ma do zaoferowania: ciekawy album fotograficzny Pawła Olejarki sprzed kilku lat oraz nowość - "Elimelech z Leżajska" w edycji "Profil" Witolda Bochyńskiego z Tarnobrzega. Istnieje także strona internetowa poświęcona Żydom leżajskim, którą stworzyła Anna Ordyczyńska. Są to wszystko przedsięwzięcia osób prywatnych.

Do góry


http://www.tmzl.lezajsk.pl/3-2009.html


Księga Gości-przeglądanie Powrót do strony głównej   Annie O                 

  

Strona utworzona: 2005-03-10

Aktualizacja strony: 2015-01-10